Saturday, May 19th

Ostatnia aktualizacja01:32:01 PM GMT

Jesteś tutaj: Sport Piłka Ręczna
Reklama
Błąd
  • XML Parsing Error at 1:539. Error 4: not well-formed (invalid token)
Reklama

Piłka Ręczna

Mocniejsi niż na ME. Wenta powołał kadrę

wenta_tnNiewiele ponad dwa tygodnie pozostało do turnieju ostatniej szansy piłkarzy ręcznych dającego przepustkę na igrzyska olimpijskie w Londynie. Polacy z uwagi na słaby występ w mistrzostwach świata w ubiegłym roku musieli sobie wywalczyć prawo gry w takim turnieju podczas niedawno zakończonych mistrzostw Europy w Serbii. Przy pewnym zbiegu okoliczności udało się to i w dniach 6-8 kwietnia w hiszpańskim Alicante podopieczni Bogdana Wenty spróbują wykorzystać swoją jedyną szasnę. Rywalami Polaków będą gospodarze, czwarty zespół niedawnych ME, Serbia świeżo upieczeni wicemistrzowie Starego Kontynentu oraz zawsze groźna reprezentacja Algierii. Na igrzyska awansują dwa najlepsze zespoły, mecze rozgrywane będą systemem każdy z każdym. Nadzieje Polaków na awans po części związane są z faktem, że Serbia jest wyraźnie słabsza poza swoim krajem oraz w tym, że obecna kadra powołana przez polskiego szkoleniowca jest teoretycznie silniejsza niż na serbskich mistrzostwach. Przypomnijmy, że wtedy skład polskiej reprezentacji mocno przetrzebiły kontuzje. Do kadry wracją bramkarz Sławomir Szmal, rozgrywający Mariusz Jurasik, Tomasz Rosiński, Marcin Lijewski oraz skrzydłowy Bartłomiej Tomczak. Poza Lijewskim wszyscy pozostali zawodnicy grają w Vive Kielce. Oto pełny skład 21.osobowej kadry powołanej na turniej kwalifikacyjny: Bramkarze: Sławomir Szmal (Vive Targi Kielce), Marcin Wichary (Orlen Wisła Płock), Piotr Wyszomirski (Azoty Puławy).Rozgrywający: Michał Jurecki, Tomasz Rosiński, Grzegorz Tkaczyk (wszyscy Vive), Karol Bielecki, Krzysztof Lijewski (obaj Rhein-Neckar Loewen), Mariusz Jurkiewicz (Atletico Madryt), Bartłomiej Jaszka (Fuechse Berlin), Marcin Lijewski (HSV Hamburg).Skrzydłowi: Patryk Kuchczyński, Mateusz Jachlewski, Bartłomiej Tomczak, Mariusz Jurasik (wszyscy Vive), Adam Wiśniewski (Orlen Wisła), Robert Orzechowski (MMTS Kwidzyn), Tomasz Tłuczyński (TuS N-Luebbecke).Obrotowi: Kamil Syprzak, Zbigniew Kwiatkowski (obaj Orlen Wisła), Bartosz Jurecki (SC Magdeburg). (mgi)

Pytania pozostają. Zagłębie - Chrobry 25:25

lubin_glogowChrobry od bardzo dawna nie potrafi pokonać Zagłębia w meczu ligowym i wczoraj też nie zdołał mimo tego, że przez całe spotkanie był zespołem posiadającym inicjatywę. Dla obu drużyn stawka meczu była bardzo wysoka. Głogowianie chcą zachować szóste miejsce w tabeli aby w fazie play off nie spotkać się z Vive lub Wisłą, a Zagłębie do niej w ogóle dostać, aby uniknąć trudnej walki o utrzymanie. Początek nerwowy z obu stron. Pierwsi opanowali się goście. Wykorzystali błędy lubinian i odskoczyli na 8:4 w 13 minucie. Zmiana sposobu obrony przyniosła sukces Zagłębiu. Chrobry przez 9 minut nie zdobył gola a  Piotr Adamczak wyrównał na 8:8. Przed końcem pierwszej połowy udało się nawet gospodarzom wyjść na jednobramkowe prowadzenie, ale w sumie na przerwę zespoły schodziły z remisem po 13. Druga część rozpoczęła się od trafienia Zagłębia, ale później mieliśmy niemal kopię sytuacji z I połowy. Znów Chrobry uciekł tym razem na trzy trafienia – w 40 minucie było 16:19, znów zaliczył długi okres bez gola (6 minut) i znowu na jednobramkowe prowadzenie wyszli miedziowi. Trzeba powiedzieć, że głogowianie   stronie Zagłębia byli Michał Świrkula w bramce i Radosław Fabiszewski, który zdobywał kluczowe gole. W Chrobrym obaj bramkarze Sebastian Zapora i Rafał Stachera oraz Maciej Bednarek i Tomasz Mochocki. Stawka meczu ponownie sparaliżowała zespoły w samej końcówce. Ostatnia bramka w meczu – dla Chrobrego na 25:25 – padła w 56 minucie i 35 sekundzie. Bliżej decydującego ciosu byli goście, którzy od 58 minuty i 30 sekundy niemal cały czas posiadali piłkę, ale nie zdołali skonstruować wieńczącej dzieło akcji. Podział punktów nic nie wyjaśnił z punktu widzenia obu zespołów. Oba muszą walczyć w ostatnich meczach Zagłębie najlepiej o zwycięstwo w Puławach, Chrobry o punkt u siebie ze Stalą Mielec.

MKS Zagłębie Lubin - SPR Chrobry Głogów 25:25 (13:13)

Zagłębie: Malcher, Świrkula - Stankiewicz 3, Gumiński 2, Rosiek, Kużdeba, Paweł Adamczak 1, Fabiszewski 8, Kozłowski 2, Szymyślik 3, Piotr Adamczak 3, Paluch 1, Starzyński 1, Kieliba 1.

Chrobry: Stachera, Zapora - Piętak 1, Różański 2, Bednarek 4, Świtała 2, Mochocki 6, Kuta, Łucak 1, Frąszczak, Płaczek 5, Olęcki, Wysokiński 1, Czekanowski, Świątek 3.

Finisz mistrzyń. Zagłębie - SPR 24:22

zaglebie_spr- To jest mecz o najlepszą pozycję przed fazą play - off. Nasze zespoły mają krótszą ławkę od gdyńskiego Vistalu, dlatego stawka meczu jest tym ważniejsza - mówił chwilę przed meczem prezes lubińskiego klubu Witold Kulesza. Istotnie, w ostatnim czasie to Vistal rozdawał karty i za sprawą gdyńskiej drużyny, która najpierw pokonała Zagłębie, ale później rozgromiła SPR pozwoliła na powrót na fotel lidera zespołowi z Zagłębia Miedziowego. W szczypiorniaku trudno obstawiać remis, który wystarczyłby Zagłębiu do zakończenia sezonu zasadniczego na pierwszym miejscu. Lublinianki z jednym punktem straty do rywalek i porażką we własnej hali musiały to spotkanie wygrać. Jeśli jeszcze do tego dodamy, że właśnie w Lubinie przed rokiem w pojedynku tych zespołów rozstrzygnęły się losy mistrzostwa pomiędzy tymi zespołami to trudno było nie nadawać temu spotkaniu rangi meczu na szczycie. Gdzieś z boku na finał tej rywalizacji czekał Vistal. Wygrana Zagłębia bowiem oznaczała awans gdynianek na drugie miejsce w tabeli. Szybciej w mecz weszły gospodynie w 5 minucie obejmując prowadzenie 4:2. Bardzo szybko okazało się ku zaskoczeniu kibiców, że było to ostatnie prowadzenie w tej części. Udane parady Weroniki Gawlik w bramce dwie kontry oraz wysoka skuteczność Aliny Wojtas spowodowały, że w 20 minucie przy stanie 10:7 dla SPR zdenerwowana trener Bożena Karkut wzięła czas. Na niewiele się to zdało bo zdenerwowane lubinianki nie potrafiły opanować sytuacji. Efekt 15:11 dla SPR i to w sytuacji kiedy gospodynie dwukrotnie grały w przewadze i wykonywały cztery rzuty karne przy jednym lublinianek.

Druga część, piłka dla SPR i 16:11. Najwyższa przewaga w meczu. Za kilka chwil okazało się jednak, że męskie rozmowy w kobiecej szatni gospodyń pomogły. Zagłębie zaczęło grać agresywniej i zdecydowanie, ale w ramach przepisów. Pewne swej gry przyjezdne zaczęły się gubić szczególnie Wojtas. Dwukrotnie zgubiła piłkę bawiąc się w rozgrywającą i tyle samo razy przestrzeliła. Ostatnią 18 bramkę lublinianki zdobyły w 36 minucie przy stanie 18:14. Lubinianki grały równie chaotycznie, ale zbliżyły się na jedno trafienie w 45’. spr_lublinPotem kolejne trzy minuty walki i przełamanie Wojtas i niemocy SPR 19:17 po trzynastu minutach bez bramki! Za chwilę kara dla Jeleny Bader i gol w przewadze dla SPR 20:17. Mógł to być przełomowy moment drugiej części, ale bezmyślny faul Stasiak przywrócił gospodyniom nadzieję 50 minuta i już tylko 20:19 dla gości i pierwszy raz karnego nie strzela Wojtas. W 53’ grające w osłabieniu Zagłębie wykonuje rzut karny i Bader trafia… w poprzeczkę. Szansa na remis uciekła. Bożena Karkut bierze czas i 20:21 po rzucie Semeniuk Olchawy. Tsvirko łapie kontra, faul Majerek. Karny i dwie minuty. Pałgan rzuca i pościg w 55 minucie przynosi efekt po 21:21. Duża w tym zasługa bramkarki gospodyń. Teraz pora na czas dla trenera Edwarda Jankowskiego. Wymiana ciosów kontra Zagłębia, rzut Załęcznej i w 57 minucie Zagłębie prowadzi 22:21. Trzy piłki z rzędu broni Tsvirko. Rzut Bader i 23:21 dla Zagłębia na 1,5 minuty przed końcem. Jeszcze karny dla SPR i 23:22. Potem chaos w rozegraniu i na pół minuty przed końcem piłka w rękach miejscowych. Już wiadomo, że one zajmą pierwsze miejsce. Podanie na skrzydło do Bader i 24:22. Fenomenalny pościg gospodyń i zmarnowana okazja SPR.  

KGHM Metraco Zagłębie Lubin - SPR Lublin 24:22 (11:15)

Zagłębie: Maliczkiewicz, Czarna, Tsvirko - Migała 3, Obrusiewicz 5 (1), Byzdra 2 (1), Jelić 2, Pałgan 4 (1), Załęczna 4, Semeniuk-Olchawa 2, Bader 2.

SPR: Gawlik, Baranowska - Majerek, Wojtas 8 (2), Danielczuk 3, Repelewska 4, Kocela 1, Wilczek, Stasiak 3, Nestsiaruk, Małek 2, Rola.

Kary: Zagłębie 8, SPR 4 minuty;  sędziowieA. Rajkiewicz, J. Tarczykowski (Szczecin)

 

Słowacja zdemolowana

wentaTrzykrotnie Polacy prowadzili trzema bramkami i trzykrotnie Słowacy odrabiali straty. Czwarty raz się nie udało. Kiedy na dwie sekundy przed końcem pierwszej połowy Karol Bielecki atomowym rzutem podwyższył prowadzenie do czterech trafień na 17:13 mogliśmy mieć nadzieję, że po przerwie Polacy będą kontrolować przebieg tego arcyważnego spotkania w ramach X mistrzostw Europy w męskim handballu. Kiedy jednak w już sześć minut po wznowieniu gry nasza reprezentacja prowadziła siedmioma golami 23:16  i trener Zoltan Heister usiłował ratować sytuację w obozie rywali wzięciem czasu, stało się jasne, że tak rutynowany zespół jak ekipa Bogdana Wenty, nie wypuści zwycięstwa z ręki. Tymczasem było już tylko lepiej. Choć już nie musieli to, nasi zawodnicy zagrali jak prawdziwi sportowi kilerzy. Do końca zdyscyplinowani i zmoblizowani w obronie,  szybcy w kontrataku zmietli Słowaków w tej odsłonie wygrywając ją 24:11 i cały mecz 41:24. Oczywiście liczba punktów za to efektowne zwycięstwo jest taka sama, jak za jednobramkowe no i najprawdopodobniej nic nie wniesie do dalszych gier w wypadku odpadnięcia naszych południowych sąsiadów, co jest niemal pewne. Jednak największym zyskiem tego meczu, jest szybkie odbudowanie się w zespołu w sferze mentalnej, fakt, że zaskoczyły wszystkie elementy, które szwankowały w grze przeciwko Serbom. Natomiast uzyskanie, aż 17 bramek z kontry przy zaledwie jednej niewykorzystanej zrobiły kolosalne wrażenie na wszystkich uczestnikach mistrzostw. To jest właśnie zdecydowanie największy  zysk wtorkowego meczu w kontekście czwartkowego pojedynku z Duńczykami. Emocji nie zabraknie, bo aktualni wicemistrzowie świata długo prowadzili z gospodarzami, ale w końcu Serbowie, za sprawą znakomicie broniącego Stanica wreszcie zmogli faworytów i wygrali 24:22. Jeśli Dania, która ma nie mniejsze aspiracje niż Polska chce liczyć się w tym turnieju to musi z nami wygrać. My mamy dokładnie taki sam plan, a punkty z tego meczu "pójdą" za drużyną do dalszych gier. Zatem cytując Bogdana Wentę przed nami kolejny mecz finałowy.

Polska - Słowacja     41:24 (17:13)

Polska: Wichary, Wyszomirski - Tkaczyk 8, B. Jurecki 6, Kuchczyński 5, M. Jurecki 5, Jurkiewicz 4, Kwiatkowski 3, Tłuczyński 2, Jaszka 2, Orzechowski 1, Syprzak 1, Wiśniewski 1, Zaremba.

Słowacja:  Stochl, Putera - Kukucka 5, Valo 3, Rabek 3, Petro 3, Tarhai 2, Kopco 2, Duris 2, Stranovsky 2, Antl 2, Hruscak, Urban, Dudas.

Kary: Polska 6., Słowacja 10 minut.

Z jakimi nadziejami do Serbii?

serbia_me_logoOd niedzieli - oby przez dwa tygodnie do finału - będziemy mogli się emocjonować kolejnymi występami reprezentacji szczypiornistów prowadzonej przez Bogdana Wentę na wielkiej międzynarodowej imprezie. Od momentu jej objęcia przez tego byłego świetnego zawodnika po latach posuchy nie opuściliśmy żadnej z wielkich imprez, na dwóch zdobyliśmy medale. Teraz pora na rozpoczynające się w Serbii mistrzostwa Europy. Oprócz walki o medalowe trofea stawką jest też awans na Igrzyska Olimpijskiej w Londynie lub przynajmniej do turniejów kwalifikacyjnych na tę imprezę. Każdy kto interesuje się męskim szczypiorniakiem doskonale wie, że zasadniczo poza nazwą każda impreza w tej dyscyplinie, jest tak naprawdę… mistrzostwami Europy. Od wielu lat zespoły Starego Kontynentu tak zdominowały dyscyplinę, że ich sprawą wewnętrzną jest rozdanie miejsc na podium. Zdarzają się pojedyncze niespodzianki, jak przez pewien czas postawa Korei Południowej, szczególnie w okresie olimpiady w Seulu, lub udane występy Tunezji lub Argentyny, ale nawet lokata w pierwszej ósemce dla zespołów z innych kontynentów jest nie lada wyzwaniem. Z tego powodu pod względem sportowym to chyba właśnie mistrzostwa Europy są imprezą o najwyższym światowym poziomie w tej dyscyplinie. Stawka zespołów na wszystkich „medalowych turniejach” od lat jest niesłychanie wyrównana i poza Francją, która nie schodzi z podium od kilku sezonów, jego skład na żadnej imprezie od kilkunastu lat nie był taki sam. Poza wspomnianą Francją niemal nikomu nie udaje się dwa razy z rzędu na nim utrzymać (do 2002 roku trwała „era” Szwecji – trzykrotnych pod rząd mistrzów Europy). Niemal, bo jeszcze Polska pod rząd trafiła na podium zajmując drugie i trzecie miejsce na mistrzostwach Świata, ale gwoli prawdy „przecięte” olimpiadą w Pekinie i ME w Norwegii. W historii występów mamy jeszcze na koncie brąz olimpijski, ale żadnego trofeum z mistrzostw Europy. Najwyższe, czwarte miejsce na tej imprezie Polacy wywalczyli dwa lata temu w Austrii. Rok temu nasza reprezentacja zaliczyła nieudany występ na mistrzostwach Świata w Szwecji zajmując ósme miejsce. To nie stawia nas w roli faworytów imprezy tym bardziej, że skład kadry na serbski turniej w dużej mierze ustanowiły kontuzje. Wypadł Sławomir Szmal, Marcin Lijewski i Tomasz Rosiński – absolutni pewniacy do gry. Na koniec doszedł do tego Bartłomiej Tomczak, zmiennik na skrzydle. Na osłodę z kolei można podać, że najlepsze mecze w Szwecji, „na styku” zagraliśmy z późniejszymi wicemistrzami Danią i brązowymi medalistami Szwedami. Równie nieźle wypadliśmy tydzień temu na turnieju remisując z Islandią i przegrywając tylko jednym golem z Danią. Tylko, że obecny poziom jest tak wyrównany, że o sukcesie decydują minimalne różnice, pojedyncze błędy, lepszy dzień bramkarza, czy skuteczność. Zgodzić się zatem trzeba z postawioną jakiś czas temu tezą Bogdana Wenty, że każdy mecz jest jak finał, tym bardziej, że wyniki z grupy zaliczane są do dalszej rywalizacji i można awansować, ale już nie odrobić strat. Zatem na początek „trzy finały” w grupie. W niedzielę z mającymi ogromne ambicje gospodarzami Serbią, we wtorek z teoretycznie najsłabszą Słowacją, a w czwartek bój z Danią. Wszystkie mecze z udziałem naszej drużyny pokaże TVP. Początek grupowych meczów Polaków o godzinie 18.15.
Dariusz Przybylski

Strona 1 z 9