Trzeci bieg pojedynku ligowego polskiej ENEA Ekstraligi żużlowej we Wrocławiu pomiędzy miejscowym Betardem, a PGE Marmą Rzeszów zakończył się fatalnym upadkiem doświadczonego Lee Richardsona. Dla 33 - letniego Anglika, jeżdżącego w Polsce od kilkunastu lat, był to pierwszy wyścig tego dnia. Kilka godzin później okazało się, że ostatni w życiu... W wydawało się niegroźnej sytuacji Richardson uderzył lekko w tylnie koło maszyny Tomasza Jędrzejaka. To wybiło go z rytmu i w konsekwencji uderzył już niedaleko bandy w motocykl ostatniego Frederika Lindgrena. Ułamek sekundy później Richardson tego z olbrzymim impetem uderzył w bandę. Ta niestety nie była, jak coraz więcej band na żużlowych stadionach nadmuchiwana powietrzem. Obrażenia były tak poważne, że po upadku żużlowiec nawet się nie poruszył. Zawodnika natychmiast przewieziono do jednego z wrocławskich szpitali. Tam podczas operacji ustała akcja serca, której mimo wysiłków lekarzy nie udało się już przywrócić. Śmierć zawodnika poruszyła całe środowisko sportu żużlowego. Tym bardziej szokująca z uwagi na wspomniane doświadczenie Richardsona, byłego wicemistrzem świata juniorów, trzykrotnego mistrza Polski, także Szwecji i Anglii w drużynach, w których jeździł i regularnego uczestnika cyklu Grand Prix. Należy spodziewać się, że w najbliższym czasie wróci temat bezpieczeństwa zawodników na torach i wprowadzenia wymogu aby bandy okalające tory w całości były nadmuchiwane przez co amortyzujące uderzenie. Na wieść o jego śmierci komentatorzy TVP Sport zaprzestali relacjonowania derbowego meczu pomiędzy Falubazem Zielona Góra a Stalą Gorzów. (pj)
Sport, Piłka Ręczna, Piłka Nożna
Tragedia na torze. Lee Richardson nie żyje
Górnik i Widzew bez licencji
Komisja do spraw licencji piłkarskiej ekstraklasy odmówiła przyznania prawa występów w ekstraklasie w nadchodzącym sezonie Górnikowi Zabrze i Widzewowi Łódź. Powodem odmowy dla Górnika jest "brak rozwiązań infrastrukturalnych", czyli mówiąc wprost będący stadion w budowie i towarzyszące mu obiekty. Tego można było się spodziewać. Problemem dla zabrzan decyzja czy odwoływać się od decyzji, do czego oba kluby mają prawo, czy od razu podpisać umowę na użytkowanie innego stadionu, co z kolei jest oczywiście kosztowne w perspektywie całego sezonu. Tak, nie ryzykując odmowy zrobił Ruch Chorzów zgłaszając do gry nowy stadion w Gliwicach. Z kolei problem Widzewa wiąże się "z dużymi brakami w dokumentacji". Brzmi to niezbyt ciekawie, bo zakres przeciwskazań jest spory. Kibiców interesuje natomiast co znaczą zapowiedzi spadkowicza ŁKS - u i GKS Bełchatów o ewentualnej fuzji mającej doprowadzić do obniżki kosztów utrzymania. Nadziei na utrzymanie się w ekstraklasie na skutek zabiegów pozaboiskowych po raz trzeci z rzędu nie kryją w Krakowie. Zespół Jana Filipiaka, Cracovia przygląda się zmaganiom w pierwszej lidze. Niewyklucza się porozumienia z Termalicą Nieciecza po jej ewentualnym awansie. Klub z liczącej 700 mieszkańców wsi jest łakomym kąskiem do negocjacji. (mgi)
Rudnev w HSV Hamburg
Szybko i sprawnie przebiegły negocjacje pomiędzy Lechem Poznań, a HSV Hamburg w kwestii przejścia króla strzelców ekstraklasy zakończonego sezonu Artioma Rudneva. Grający od dwóch sezonów w poznańskim klubie 24 - letni Łotysz, który trafił do Polski z ligi austriackiej zdobył 22 bramki. To wynik do jakiego od lat nie zbliżył się żaden polski zawodnik. Duże zainteresowanie swoją osobą napastnik wzbudził już w poprzednim sezonie, kiedy dał się zauważyć w rozgrywkach Ligi Europy. Szczególne wrażenie wywołał uzyskaniem hat tricka podczas meczu Lecha w Mediolanie z Juventusem. Mimo wielu ofert pozostał w polskiej lidze z obietnicą odejścia po tym sezonie. Nie wpłynął na jej zmianę brak Lecha w pucharach europejskich. Odwdzięczył się koroną króla strzelców czym walnie przyczynił się do zajęcia czwartego miejsce w lidze po kapitalnym pościgu ligowej czołówki. Kontrakt z HSV Hamburg zawodnik podpisał na cztery sezony. Lech na transakcji zarobił 3,5 mln euro, czyli blisko 14,5 mln zł. Lech, który zagra ponownie w Lidze Europy już szuka następcy Łotysza. (dp)
Szaleństwo we Wrocławiu. Śląsk mistrzem Polski
Piłkarze Śląska Wrocław wykorzystali swoją szansę i po zwycięstwie 1:0 z Wisłą w Krakowie zdobyli drugi w klubowej historii tytuł mistrzów Polski. Teoretycznie tytuł w ostatniej kolejce mógł przypaść jednej z czterech drużyn. Do przerwy wielkie nadzieje miał Ruch prowadził 2:0 z Lechią, a Śląsk, lider tabeli, który musiał wygrać w Krakowie remisował bezbramkowo. Tak samo Lech Poznań z Widzewem w Łodzi jak i mająca cień szansy Legia Warszawa u siebie z Koroną Kielce. Ze zrozumiałych powodów uwaga kibiców na wszystkich stadionach w drugiej części skierowana była na Kraków. Panująca na trybunach przyjaźń między fanami Wisły i Śląska nie do końca przekładała się na przebieg wydarzeń na boisku. Tu trwała twarda walka. Goście optycznie przeważali dwoił się i troił Sebastian Mila, siła napędowa wrocławian. Dograł dwie kapitalne piłki jeszcze przed przerwą, ale dopiero w 51 minucie niemal zaduszony chwilę później przez kolegów Rok Elsner wpakował głową piłkę do siatki. Potem podopieczni Oresta Lenczyka robili to co najlepiej im wychodziło przez większą część sezonu. Po zdobyciu prowadzenia uważna gra z tyłu i kontry. Święto wrocławian mógł jednak popsuć młodziutki Rosiński, który skorzystał na odsunięciu od składu przez Michała Probierza, czterech zagranicznych graczy i miał okazję zadebiutować w ekstraklasie. Trącona przez niego głową piłką o centymetry minęła słupek bramki Śląska. Emocje sięgnęły zenitu kiedy w 81 minucie za drugą żółtą kartkę plac gry opuścił Wołczek. Jednak broniący bardzo dobrze całe spotkanie Kelemen nie dał się zaskoczyć. Śląsk mistrzem Polski, na drugim miejscu Ruch, trzecia lokata dla Legii, czwarty Lech. Te zespoły zagrają w europejskich pucharach. Śląsk oczywiście w eliminacjach Ligi Mistrzów, reszta w Lidze Europejskiej. Z ligi spadają ŁKS i Cracovia. Choć brzmi to niewiarygodnie, ale dopiero pierwszy raz zdarzyło się, że lider po rundzie jesiennej zdołał wywalczyć tytuł. Stało się to dosłownie na finiszu. Na czoło tabeli Śląsk powrócił dopiero w przedostatniej kolejce. Poprzedni raz wrocławianie mistrzami kraju byli w 1977 roku.
Wisła Kraków - Śląsk Wrocław 0:1 (0:0)
0 :1 - Elsner 51
Wisła: Pareiko (46 Jovanić) - Jirsak, Sobolewski, Czekaj, Nunez, Wilk (81 Kirm), Garguła (87 Rojewski), Iliev, Melikson, Małecki, Genkov.
Śląsk: Kelemen - Wołczek, Celeban, Pawelec, Mraz - Elsner, Kaźmierczak - Sobota (83 Socha), Mila, Ł.Gikiewicz (90 Sztylka) - Diaz (73 Cetnarski).
Żółte kartki: Czekaj, Małecki, Wilk - Gikiewicz, Mraz, Wołczek, czerwona kartka: Wołczek (Śląsk, 81, za drugą żółtą), sędzia: Daniel Stefański, widzów: 22 267. (dp) (fot.slaskwroclaw.pl)
Mistrzem Śląsk? Legia już nie
To najbardziej sensacyjne rozstrzygnięcie przedostatniej kolejki. Prowadząca od ośmiu kolejek warszawska Legia tuż przed końcem rozgrywek straciła fotel lidera, spadła aż na czwarte miejsce i praktycznie nie ma szans na zdobycie tytułu. Teoretycy oczywiście mogą widzieć jeszcze w legionistach ewentualnych mistrzów kraju, ale musiałby zaistnieć splot nieprawdopodobnych okoliczności, aby do tego doszło. Zdecydowanie więcej okoliczności przemawia za prawdopodobnym pozostaniem na czwartym miejscu, pod warunkiem, że Legia nie przegra u siebie z Koroną. Gdyby ta dziś pokonała Widzew, Legia, która przegrała w Gdańsku z walczącą jeszcze o pieczęć nad własnym utrzymaniem Lechią 0:1 spadłaby na piąte miejsce. Na fotel lidera i to samodzielnie powrócił Śląsk Wrocław wygrywając przekonywująco z Jagiellonią Białystok 3:1. Tym samym okazało się, że wygrana wrocławian sprzed tygodnia z liderem wiosny lubińskim Zagłębiem 2:1 nie była przypadkowa. Tym bardziej, że Zagłębie przegrało dopiero po serii zwycięstw, a teraz rozgromiło na wyjeździe warszawską Polonię aż 4:0. Wszystkie gole zdobył pominięty przez Smudę Szymon Pawłowski. Nie zmarnował okazji chorzowski Ruch nie dając szansy Cracovii na godne pożegnanie z ligą wygrywając pod Wawelem 2:0. Traci do Śląska tylko punkt i gdyby nie zmarnowana przed tygodniem okazja w postaci remisu z ŁKS -em to na Cichej szykowanoby się za tydzień do odebrania mistrzowskiego tytułu. Chorzowianie mają teoretycznie najłatwiejszego rywala. Przyjeżdża Lechia, spokojna już o swoje utrzymanie. Na trzecie miejsce wskoczył Lech. Męczył się mocno z Podbeskidziem, a jedynego gola tuż przed końcem strzelił z karnego Rudnev. Sukces i kropkę nad "i" w postaci upragnionego awansu do europejskich pucharów oglądało 27 tysięcy widzów. Siódme zwycięstwo w ostatnich ośmiu meczach to także wielki triumf młodego trenera Mariusza Rumaka. Kolejorz w ostatniej kolejce jedzie do Widzewa i w razie zwycięstwa może nawet awansować wyżej, a może nawet... Wielu kibiców w Poznaniu wypomina władzom klubu zbytnie przetrzymywanie w roli szkoleniowca Jose Marii Bakero pomstując na zmarnowaną szansę na mistrzostwo. No i pora na Legię. Komentować nie ma czego. W kontekście odnoszonych wyników najdziwniejszy lider ostatniej fazy sezonu w historii. Wygrał zaledwie jeden mecz z ostatnich siedmiu, a mimo to ciągle zachowywał minimalną przewagę. Jeśli nie zdoła się przełamać i ogra go Korona to spadnie nawet na piątą lokatę. Grę w pucharach gwarantuje jej zwycięstwo w Pucharze Polski. Aby Legia mogła zostać mistrzem musi wygrać Śląsk musi przegrać w Krakowie, Ruch nie pokonać u siebie Lechii, a Lech nie wygrać z Widzewem w Łodzi. Mecze grane są jednak zbyt często, żeby móc uwierzyć, że słaba ostatnio Legia zdemotywowana do granic zdołała się odbudować. Pozostaje jeszcze jedno pytanie kto mistrzem? W teorii najbliżej jest Ruch, ale już zmarnował punkty z ŁKS -em, więc nie daje gwarancji, że trema nie okaże się zbyt silnym rywalem. Śląsk dla spokoju musi - co jest niezwykle trudnym zadaniem - wygrać z Wisłą o co nawet przy słabszej formie w Krakowie jest zadaniem arcytrudnym. Remis w wypadku wygranej Ruchu to za mało. Brak wygranej Śląska i Ruchy przy swoim triumfie oznacza tytuł dla Lecha. Niewiarygodne, ale prawdziwe. W tym wszystkim jest jeszcze jedna opcja, która może mieć wpływa na końcowe rezultaty. Może trochę niewiarygodna, ale wcale nie można jej wykluczyć zważywszy na wielkie zaangażowanie Lechii w mecz z Legią. Kibice Śląska mają znakomite relacje z kibicami Lechii i Wisły. Może to oznaczać ułatwione zadanie dla wrocławian w Krakowie i twardą postawę Lechii w Chorzowie. Po drugie wspomniane kluby, jak też kibice Lecha i Widzewa nie przepadają kolokwialnie mówiąc za Legią. To z kolei może całkowicie oddalić szanse Legii na poprawę lokaty nawet w wypadku wygranej z Koroną. Jak będzie pod kątem rozstrzygnięć trudno powiedzieć. Na pewno jednak emocjonująco i ciekawie. Odnotujmy natomiast, że obok Cracovii do pierwszej ligi spada ŁKS. Dodajmy - chyba. To przykład zespołu profesora Filipiaka z trzech ostatnich lat nakazuje dodać owo "chyba".
Piotr Jabłkowski
Jest kadra na Euro. Trudno o lepszą
W hollywodzkiej scenerii na warszawskim Podzamczu trener Franciszek Smuda ogłosił 26. osobową kadrę na zbliżające się Euro. Z tej grupy, którą czeka zgrupowanie w Austrii trzech zawodników musi odpaść. Siedmiu innych czeka w rezerwie. Dużych niespodzianek nie było, bo być nie mogło. Wpadki, jaką popełnił przed laty Paweł Janas nie powołując Tomasza Frankowskiego miejmy nadzieję długo nie będzie. Trzon pierwszej jednastki jest znany od dawna. O to kto do niej wejdzie z pozostałych graczy zależy od dyspozycji dnia i taktyki dostosowanej do konkretnego rywala. W sumie, jak w każdej w kadrze liczy się tak naprawdę 16 - 18 graczy, reszta zdobywa doświadczenie, premiowana jest za dobrą grę w lidze, lub jest nadzieją na przyszłość i taka nobilitacja mobilizuje do dalszej pracy. Tak w sumie należy odczytywać powołania Smudy. Tak też patrzymy na powołania trzech młodych talentów Marcina Kamińskiego z Lecha oraz legioniotów Michała Kucharczyka i Rafała Wolskiego. Jeśli Smudzie nie zabraknie odwagi to stawiamy na Wolskiego nawet w wyjściowej jedenastce. Naszym zdaniem Wolski za dwa, trzy lata może być graczem co najmniej na poziomie Kuby Błaszczykowskiego, a i teraz ma "papiery na granie". Z kredytu zaufania skorzystali w naszej ocenie przede wszystkim Kamil Glik i Artur Sobiech oraz bezwarunkowo Sebastian Boenisch, na którego dojście do formy Smuda liczy najbardziej. To jego ostatni element do optymalnej, jak na polskie warunki układanki. Można dyskutować, dlaczego nie ma Piecha, a jest Sobiech i tak dalej, ale są to dyskusje o zawodnikach praktycznie mimo wszystko drugoplanowych, którzy wcale mogą nie otrzymać szansy wyjścia na boisko. To samo się tyczy drugiego i trzeciego bramkarza. Dlatego temat Boruca czy Kuszczaka schodzi na drugi plan, tak jak wcześniej Żewłakowa - tu akurat żałujemy - i niedawno Peszki. Dobrym sygnałem ze strony Smudy w kierunku następnego trenera jest dobór młodych talentów, wszak w trzy miesiące po Euro ruszają eliminacje do Mistrzostw Świata. Można bowiem liczyć się z założeniem, że nowy selekcjoner wcale nie będzie chciał powoływać spolonizowanych w ostatnim czasie Perquisa, Polanskiego, Matuszczyka czy nawet gracza o największym potencjale Sebastiana Boenischa. Pobyt w kadrze przygotowującej się wielkiego turnieju to doświadczenie bezcenne. Swoich nadziei nie tracą także gracze rezerwowi. Cztery lata temu tak do zespołu trafił Łukasz Piszczek. Kluczem do powodzenia takich reprezentacji jak nasza, jest optymalna postawa i brak kontuzji liderów. Bawiąc się w typowanie, jeśli nie będzie żadnych kontuzji, na podstawie dotychczasowych spotkań nasza wyjściowa jedenastka na mecz z Grecją będzie wyglądać następująco: Szczęsny - Boenisch, Wawrzyniak, Perquis, Wasilewski, Piszczek - Błaszczykowski, Dudka, Murawski, Obraniak - Lewandowski. (w wariancie bardziej ofensywnym zamiast Wawrzyniaka Wojtkowiak i za Dudkę Rybus) Kadra na Euro 2012 (z listy ubędzie 3 zawodników):
Bramkarze: Wojciech Szczęsny, Łukasz Fabiański (obaj Arsenal Londyn), Przemysław Tytoń (PSV Eindhoven)
Obrońcy: Sebastian Boenisch (Werder Brema), Kamil Glik (Torino), Marcin Kamiński (Lech Poznań), Tomasz Jodłowiec (Polonia Warszawa), Damien Perquis (Sochaux), Łukasz Piszczek (Borussia Dortmund), Marcin Wasilewski (Anderlecht Bruksela), Jakub Wawrzyniak (Legia Warszawa), Grzegorz Wojtkowiak (Lech Poznań).
Pomocnicy: Jakub Błaszczykowski (Borussia Dortmund), Dariusz Dudka (AJ Auxerre), Kamil Grosicki (Sivasspor), Adam Matuszczyk (Fortuna Duesseldorf), Adrian Mierzejewski (Trabzonspor), Rafał Murawski (Lech Poznań), Ludovic Obraniak (Bordeaux), Eugen Polanski (Mainz), Maciej Rybus (Terek Grozny), Rafał Wolski (Legia Warszawa).
Napastnicy: Paweł Brożek (Celtic Glasgow), Michał Kucharczyk (Legia Warszawa), Robert Lewandowski (Borussia Dortmund), Artur Sobiech (Hannover 96).
Kadra rezerwowa: Grzegorz Sandomierski, Arkadiusz Głowacki, Marcin Komorowski, Ariel Borysiuk, Arkadiusz Piech, Michał Żyro, Ireneusz Jeleń.
Dariusz Przybylski
Więcej artykułów…
- Gollob i Hampel na podium
- Sensacyjny finał Ligi Mistrzów
- Puchar dla Legii
- Wenta rezygnuje
- Lider wiosny jest z Lubina. Korona - Zagłębie 0:2
- Legia bliżej tytułu. Legia - Ruch 2:0
- Mierz wysoko
- Triumf Radwańskiej! Szarapowa na rozkładzie
- Hancock przed Hampelem. Ruszyła Grand Prix
- Mocniejsi niż na ME. Wenta powołał kadrę
Strona 1 z 11


